Podcast o Pieniądzach

#2 Jak płacić za granicą, żeby nie przepłacać?

Podróże do innych krajów i kultur to chyba najprzyjemniejszy sposób na wydawanie pieniędzy. Na co zwracać uwagę, by nie przepłacać? Z jakich kart korzystać i czego bezwzględnie unikać? I jak uciec przed potworkiem zwanym DCC? O tym w dzisiejszym odcinku. A i na koniec opowiem Wam, czego ja używam. 

Jak płacić za granicą, żeby nie przepłacać? – link do wysłuchania odcinka

Dzisiaj płacenie za granicą kartą jest znacznie łatwiejsze niż jeszcze kilka lat temu, kiedy ten temat był wyjątkowy zawiły i na to ile zapłacimy przy płatności kartą za granicą miało  wpływ między innymi ogromne spready, podwójne przewalutowanie i prowizja banku. Uff, dużo tych specjalistycznych terminów.

Małą rewolucją w tym obszarze i tym, co ocknęło banki, które strasznie na tym polu kosiły klientów stał się Revolut, który na dobre rozkręcił się w Polsce na przełomie 2016 i 2017 roku. Banki wprowadziły wtedy dwa produkty: karty wielowalutowe oraz karty z korzystnym przewalutowaniem. Obydwa te typy kart można otrzymać za darmo, albo są one darmowe po spełnieniu określonych warunków, np. określonym saldzie konta.  

Jakich kart nie używać za granicą?

Z kolei nie powinniście używać zwykłych kart płatniczych/ debetowych rozliczanych w złotówkach, a już nigdy, przenigdy kart kredytowych. Tych ostatnie da się używać, tylko stosując specjalne triki, o których opowiem trochę na końcu.

Jednak nawet stosując tę prostą zasadę – karta wielowalutowa albo karta z korzystnym przewalutowaniem jest wiele pułapek, które zastawiły na nas instytucje finansowe.

Zacznijmy jednak od początku.

Karta wielowalutowa

Karta wielowalutowa to taka, którą “podpina” się do kilku kont walutowych. Gdy zasilimy takie konta, np. euro, dolarami czy frankami szwajcarskimi, to gdy będziemy płacić za granicą, pobierze ona odpowiednią walutę z jednego z naszych rachunków. Z reguły takie karty obsługują kilka podstawowych walut. Trzeba pamiętać o tym, że w przypadku kart wielowalutowych możemy bardzo niekorzystnie zapłacić, jeżeli na danym koncie walutowym nie mamy środków w odpowiedniej walucie. Przykładowo, jeśli jedziemy do Słowacji i chcemy na miejscu kupić karnet narciarski za 190 Euro, ale na naszym koncie jest tylko 150 euro, to bank pobierze tę kwotę z naszego konta złotówkowego, najczęściej po niekorzystnym kursie bankowym.

Karty z korzystnym przewalutowaniem

Karty z korzystnym przewalutowaniem to z kolei takie, które na bieżąco, w trakcie transakcji, przewalutowują naszą transakcję z waluty lokalnej na złotówki, z możliwie najniższym spreadem. Uwaga! I tu już pojawiają się wspomniane haczyki, bo niektóre z tych kart pobierają prowizję, np. 3%, za przewalutowanie. Interesują nas tylko takie, w których jest ono za darmo. 

Spread walutowy

Słowem kluczem w przypadku płatności zagranicznych, czyli kupowaniu innych walut jest spread, czyli różnica między ceną kupna, a ceną sprzedaży danej waluty. Im mniejszy spread, czyli różnica procentowa między cenami kupna i sprzedaży, tym lepiej dla nas. Najgorszy spread będzie w przypadku zwykłej złotówkowej karty Visa czy Mastercard czy kart kredytowych, bo wtedy ceny kursu są najczęściej narzucane przez bank i spread wynosi nawet 8%.

Czy 8% to dużo czy mało? Bardzo dużo. Dla przykładu porównałem koszt zakupu 100 Euro, przy najniższym kursie jaki znalazłem oferowanym przez Aion Bank i Revolut do kursu bankowego jednego z najdroższych banków, czyli Aliora i za zaledwie 100 Euro można zapłacić nawet 20 złotych więcej, 469 vs 489 złotych w momencie nagrywania tego odcinka! Gwoli ścisłości dodam, że Alior ma też kantor walutowy i tam spread jest już na poziomie poniżej 1%.

Dlatego Waszym celem powinien być najniższy spread. W przypadku wspomnianych przed chwilą kart, spread wynosi mniej niż 0,5%, w przypadku kantorów online pomiędzy 0,5% a 1%, w przypadku kantorów fizycznych może być to od 0,5% do nawet 3%, choć oczywiście bywają wyjątki. Generalnie: im niższy spread tym lepiej dla nas.

Drugie słowo, które banki kochająj to prowizje. Banki czasami oferują np. korzystne kursy, ale za przewalutowanie pobierają prowizję, czyli jakąś stałą procentową opłatę, typu 2-3%. Tego też trzeba unikać.

Jaką wybrać kartę do płatności zagranicznych?

A więc jaką kartę wybrać? Dla większości osób lepiej więc się sprawdzą karty z przewalutowaniem po korzystnym kursie. Np. w przypadku Aion Banku są to kursy międzybankowe i są nawet bardziej atrakcyjne od tych oferowanych w najtańszych kantorach internetowych. Takie karty obsługują też wiele walut tzw. egzotycznych, jak np. tajskie baty czy brazylijskie reale. Można też trafić na karty, które łączą w sobie funkcje kart wielowalutowych i tych z  korzystnym przewalutowaniem.

DCC, czyli zmora zakupów zagranicznych

Musimy też powiedzieć o zmorze wszelkich zakupów zagranicznych. Zwie się ona DCC – Dynamic Currency Conversion. Już wiele razy widziałem jak ktoś znajomy płacił za granicą kartą i gdy terminal pytał czy ma zapłacić w złotówkach, on wybierał, tak! To jest mało intuicyjne, ale właśnie tego nie powinno się robić!

DCC to jeden z tych finansowych bubli, który wciska się na wszelkie możliwe sposoby. Te kursy, które pokazują terminale czy bankomaty nie mają nic wspólnego z kursami oferowanymi przez nasz bank czy Visa/Mastercard! To są kursy walut oferowane przez operatora płatności czy sieć bankomatów. Takie kursy są prawie zawsze mniej atrakcyjne i to nawet od kursów bankowych z dużym spreadem. I do tego jeszcze często dochodzi dodatkowa prowizja. Czyli dokładnie te dwie rzeczy, których chcemy unikać.  Czasami trzeba zapłacić nawet 10-12% więcej, a sposród 1500 transakcji analizowanych przez BEUC, Europejską Organizację Konsumencką, tylko 4 oferowały bardziej korzystny kurs! BEUC nazywa DCC wprost: to przekręt!

Dlatego jest jedna złota rada, przy kupowaniu i wypłacaniu pieniędzy za granicą! Gdy na terminalu pojawi się pytanie, w jakiej walucie zapłacić, zawsze wybierajcie walutę lokalną, a nie złotówki! A najlepiej DCC w ogóle wyłączyć, taką opcję oferuję niektóre banki, np. ja wyłączyłem sobie w ogóle DCC dla moich kart w mBanku.

Nie używaj kart kredytowych za granicą

Nigdy nie używaj też za granicą kart kredytowych, po pierwsze będziesz płacił duży bankowy spread, a do tego bank może Ci jeszcze naliczyć prowizję, które wynosi nawet kilka procent. W takim przypadku za wspomniane 100 Euro możesz zapłacić nawet ponad 40 zł więcej, przy kursach jakie sprawdzałem dzisiaj. 

Jedyny wyjątek przy używaniu kart kredytowych za granicą, to wypożyczalnie samochodowe. W większości z nich potrzebna jest karta kredytowa, by zablokować na niej środki, które są zabezpieczeniem/kaucją dla wypożyczalni. Najlepiej wtedy za usługę zapłacić swoją kartą płatniczą – czy wielowalutową czy z korzystnym przewalutowaniem, a tylko na samą kaucję zostawić kartę kredytową. Są też wypożyczalnie, które nie wymagają posiadania karty kredytowej, ale wtedy żeby zostawić kaucję, musimy posiadać na koncie odpowiednie środki, które są oczywiście znacznie większe niż sam koszt wypożyczenia auta.

Gotówka

A co z gotówką? Mimo, że po Covidzie, w większości miejsc można płacić kartą, to zawsze warto mieć jakąś gotówkę. Dla głównych walut tę najlepiej kupić w Polsce w kantorze internetowym i przelać na swoje konto walutowe, np. euro, a następnie wypłacić w oddziale banku, albo po prostu kupić w zwykłym kantorze stacjonarnym oferującym korzystne kursy. Dla krajów tzw. egzotycznych, np. Wietnamu, warto mieć przy sobie dolary, główną światową walutę i wymiany dokonać w miejscowym kantorze porównując ceny kilu z nich. I ewentualnie tylko na start, jakąś małą kwotę wymienić w polskim kantorze. I ważna porada –  nigdy nie wymieniajcie walut na lotnisku! Czasami na lotniskach kantory mają spread sięgający nawet 30-40%. Sprawdziłem i np. w jednym z kantorów na warszawskim lotnisku Chopina spread dla euro wynosi dziś 12%.

Trzeba sprawdzić w swoim banku czy i do jakiej kwoty pobierana jest prowizja przy wypłacie z bankomatu. Oddzielne prowizje są pobierane przez operatorów bankomatów, warto znaleźć taki, który wypłaca bezprowizyjnie lub z niską prowizją. ja ostatnio byłem w Amsterdamie i chciałem wypłacić 100 czy 20 Euro, pierwsze dwa bankomaty życzyły sobie po 4 EUR za wypłatę, ale czwarty był za darmo.

Czego używam do płatności zagranicznych?

Z czego korzystam ja? W mBanku mam klasyczną kartę Visa Paywave z usługą wielowalutową i “podpięte” pod nią konto EUR, waluty kupowałem kiedyś w Cinkciarz.pl, ale mBank zaoferował mi niższe ceny w swoim kantorze walutowym, więc Euro kupuję tam.

Poza tym używam konta w Aion Banku, który oferuje jedne z najniższych, jeśli nie najniższe ceny wymiany walut, mimo, że ma kartę wyłącznie złotówkową z opcją automatycznego przeliczania walut. Od lat korzystam też z Revoluta, który również oferuje świetne kursy, wyjątkiem są weekendy.

W tym roku tuż przed wyjazdem postanowiłem też wypróbować usługę Curve z podpięta pod nie kartą kredytową. Dzięki temu można korzystać z karty kredytowej za granicą i płacić nią po korzystnych kursach walut z darmowym kredytem i bez prowizji. Do kart kredytowych zachęcam tylko osoby, które nie mają problemu z nadmiernym wydawaniem. Uwaga! Karta kredytowa to jednak miecz obosieczny i dla wielu osób może być niebezpieczna.

Uważam też, że za granicą zawsze warto mieć wiele kart płatniczych, trzeba pamiętać o tym, że banki czasami blokują transakcje, które uważają za podejrzane. Czasem trzeba to wyjaśniać z bankiem, wtedy przydają się inne karty, wiem, że jadąc do tzw. egzotycznych krajów, warto też o tym poinformować bank.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

© Piotr Zalewski, 2023